AKTUALNOŚCI


Jest już zwiastun „Serca miłości”

„Serce miłości”, drugi film Łukasza Rondudy, to „obraz, gdzie smakować można każdy starannie skomponowany kadr.” – pisał na naszej stronie Jacek Wakar. Z kolei reżyser, w jednym z wywiadów mówił, że wizualnym punktem odniesienia dla osadzonej we współczesnej Polsce opowieści o dwójce łamiących konwenanse artystów był „Blade Runner” Ridleya Scotta. „Serce miłości” trafi do kin 1 grudnia. Od dziś dostępny jest jego zwiastun.

W „Sercu miłości” powstałym na podstawie scenariusza Roberta Bolesto („Córki Dancingu”, „Hardkor Disko”) zobaczymy historię dwójki artystów: Wojciecha Bąkowskiego (Jacek Poniedziałek) i Zuzanny Bartoszek (Justyna Wasilewska). On jest muzykiem, poetą i artystą wizualnym. Siedem lat temu uzyskał Paszport „Polityki”, a do dziś zdążył wyrobić sobie w polskim świecie sztuki całkiem odrębną pozycję. Jego pasją, co znajduje odbicie na ekranie, stało się odkrywanie paradoksów codzienności, zaglądanie pod jej podszewkę, powtarzanie niby banalnych zdarzeń, aby stały się osobnym, samonapędzającym się performance’em.

Właśnie skupienie na barwach codzienności sprawiło, że Bąkowski bywa porównywany do Mirona Białoszewskiego. Z początku Ronduda, który Wojciecha Bąkowskiego dobrze zna, chciał nakręcić film jedynie o nim w konwencji znanej z „Performera”, z nim samym w roli samego siebie.

Justyna Wasilewska w „Sercu miłości”, reż. Łukasz Ronduda

Ostateczna koncepcja „Serca miłości” jako historii związku Bąkowskiego z Zuzanną Bartoszek, młodą (urodzoną w 1993 roku) poetką, rysowniczką, performerką i pasjonatką tańca vogue, wyłoniła się z rozmów z artystą. I stało się coś nieoczekiwanego. Oglądając „Serce miłości” mamy wrażenie, iż Bartoszek z Bąkowskim dopuścili nas do swego zamkniętego świata, podzielili z nami własnym życiem. Pewnie po części dlatego, że oboje są współautorami – obok Roberta Bolesty – filmowych dialogów. Dodatkowo Bąkowski skomponował muzykę do filmu.

To jednak nie wszystko. Ronduda znalazł sposób, aby z kamerą podejść najbliżej jak się da do bohaterów, a z drugiej strony nie zburzyć autonomii ich osobowości. Może najbardziej fascynujące w „Sercu miłości” jest to, że do końca nie wiemy, czy obcujemy z przeżyciami i działaniami Bąkowskiego i Bartoszek wiernie odwzorowanymi na ekranie czy też mamy przed sobą żyrowany przez nich performance, który sam w sobie jest grą, wodzeniem widza za nos, przemyślnie skonstruowaną pułapką.

Film, fantastycznie przyjęty na wielu festiwalach, m.in. w Berlinie i Rotterdamie, do polskich kin trafi 1 grudnia.

— redakcja

przeczytaj artykuł Jacka Wakara o „Sercu miłości”

czytaj więcej o Łukaszu Rondudzie