AKTUALNOŚCI


Opowieść o ludzkiej naturze

„Ptaki śpiewają w Kigali” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze mocno wybrzmiały na festiwalu w Karlowych Warach. Zabrzmiały jak ostrzeżenie przed nienawiścią i manipulowaniem emocjami tłumów. Ale czeska publiczność dostrzegła również wielowymiarowość tej uniwersalnej historii o traumie i cierpieniu.

„Kręcąc ten trudny, wymagający film, wśród bagien i pyłu, obiecałam dziewczynom, że jeszcze kiedyś założymy szpilki. I to jest ten moment” ‑ mówiła reżyserka ze sceny wypełnionej po brzegi wielkiej sali kinowej hotelu Thermal. Po latach pracy „Ptaki śpiewają w Kigali” zadebiutowały w Karlowych Warach, gdzie kiedyś Krzysztof Krauze i Joanna Kos-Krauze triumfowali z „Moim Nikiforem” oraz prezentowali „Plac Zbawiciela” i „Papuszę”.

Światowa premiera filmu PTAKI ŚPIEWAJĄ W KIGALI / Karlovy Vary International Film Festival

Każdy festiwal chce, aby twórcy wracali ze swoimi kolejnymi tytułami ‑ mówi mi Karel Och, dyrektor artystyczny festiwalu ‑ Dzisiaj mogę powiedzieć szczerze: jak tylko obejrzałem „Ptaki..” martwiłem się, żeby inna impreza nam go nie zabrała. Ten film wymyka się schematom, jest idealnym połączeniem ważnego tematu, mocnej historii i rygorystycznego, wyrazistego, autorskiego stylu. Dlatego kiedy dostaliśmy potwierdzenie od producentów, byłem najszczęśliwszą osobą w Czeskiej Republice. Dzisiaj równie mocno, co entuzjazm, odczuwam smutek. Bo w ekipie brakuje Krzysztofa Krauze. 

Reżyser zmarł w grudniu 2014 roku. Zdążył razem z Joanną Kos-Krauze przygotować dokumentację, razem napisali scenariusz. Wziął udział w kilku pierwszych dniach zdjęciowych, już bardzo słaby. Potem już wszystko wzięła na siebie Joanna. Stworzyła opowieść oschłą, mocną, ale i naznaczoną wrażliwością.

Mocna opowieść o traumie, rasizmie i sytuacji kobiet, ale także o ekstremach ludzkiej natury – Laurence Boyce „Screen International”

Akcja filmu zaczyna się w Rwandzie. Anna Keller jest polską ornitolożką, badającą zmniejszającą się populację sępów. Jest kwiecień 1994 roku. W kraju zaczyna się ludobójstwo. Na jej oczach Hutu maczetami mordują jej współpracownika i przyjaciela. Uciekając przed rzezią kobieta ratuje córkę zamordowanego profesora. W Polsce pomaga jej uzyskać status uchodźcy.

Joanna Kos-Krauze sprawnie zmienia perspektywę, z jakiej opowiada. Patrzy na świat zarówno oczami Polki, jak i Rwandyjki. Czarnoskóra dziewczyna nie szuka litości. Cierpienie łamie ją tylko na chwilę, wtedy podejmuje próbę samobójczą. Ale podnosi się. Ma w życiu niezałatwione sprawy, chce wrócić do Afryki i pochować bliskich. Reżyserka delikatnie buduje relację dwóch dźwigających swoje traumy kobiet, których codzienność przeniknął ból. Ich walkę o godność. Ale czy można uratować człowieczeństwo w świecie po zagładzie?

Pochodzę z kraju, który przeżył Holocaust. Mamy obowiązek zadawać pytania o korzenie ludobójstwa i źródła przemocy ‑ odpowiada Joanna Kos-Krauze, gdy na konferencji prasowej belgijski dziennikarz dziwi się, że Polka sięga po afrykańską historię. A przed oficjalnym seansem mówi: „Musimy zastanowić się nad tym, co dzieje się teraz, w Europie i w którą stronę zmierzamy”. Bo przecież ten film niepokojąco odbija współczesne dylematy i dramaty.

„Wszystko zaczyna się od słów” ‑ przypomina autorka w czasach, w których mowa nienawiści zalewa media, parlament, ambony. A jej bohaterka na ekranie walczy ze znieczulicą urzędników Polski lat 90. „Rzeź zmontowały takie chujki jak pan. Tylko wykształcone na Sorbonie” ‑ wykrzykuje do urzędnika imigracyjnego filmowa Anna. Trudno nie pomyśleć wtedy o hipokryzji dzisiejszych polityków. Może także dlatego w Karlowych Warach „Ptaki…” spotkały się z tak dobrym przyjęciem?

Joanna Kos Krauze podczas światowej premiery filmu PTAKI ŚPIEWAJĄ W KIGALI / Karlovy Vary International Film Festival

To ważny film w kontekście kryzysu uchodźczego i wydarzeń współczesnej Europy ‑ mówi mi Stas Tyrkin, krytyk „Komsomolskiej Prawdy”. ‑ Widzę w nim powrót do wspaniałej tradycji polskiego kina, której tak bardzo mi brakuje. Jest ciekawy wizualnie, ma precyzyjny scenariusz i fenomenalne role aktorskie.

Powrót do wspaniałej tradycji polskiego kina – Stas Tyrkin, „Komsomolska Prawda”

Zachwyt nad kreacjami wraca niemal w każdej recenzji. „Jowita Budnik daje popis delikatnej, subtelnej gry jako Anna, oddaje emocje, które buzują pod powierzchnią i w każdej chwili mogą eksplodować. Wielkim odkryciem jest rwandyjska aktorka Eliane Umuhire. Wnosi na ekran mieszankę wyciszenia, godności i zżerającego bohaterkę od środka gniewu” ‑ pisze Laurence Boyce w dobrej recenzji w „Screen International”. Nazywa film mocną opowieścią o traumie, rasizmie i sytuacji kobiet, ale także o ekstremach ludzkiej natury”. Bo właśnie na to zwracają widzowie w Karlowych Warach. Że mimo aktualności tego obrazu, pozostaje on na wskroś uniwersalny.

„Polscy autorzy nie tylko znajdują analogie między horrorem wojny w Rwandzie i w Polsce, ale również badają okrucieństwo naturalnego porządku przyrody” ‑ zauważa Ed Meza w „Variety”, a Jewgieni Gusiatinski dodaje: „To nie tylko polityka. Ten film dotyka strun głębszych i poważniejszych. Hipnotyzuje stylem wizualnym. Oglądając niemal paradokumentalne ujęcia, myślałem, że oparty jest na prawdziwej historii”. I rzeczywiście, duszne zdjęcia Krzysztofa Ptaka, Wojciecha Staronia i Józefiny Gocman zachwycają.

„Ptaki śpiewają w Kigali” mocno zaznaczyły się w tegorocznym konkursie. „To jeden z najsubtelniejszych, najbardziej lakonicznych filmów w programie. Pozbawiona sentymentów, wyciszona opowieść o konsekwencjach zagłady, niezależnie kiedy i gdzie by się nie wydarzyła, jest może i najlepszą propozycją konkursu głównego” ‑ notuje na bieżąco krytyk z portalu Aktualne.cz. Bo przecież Czesi, Węgrzy, jak i Polacy rozumieją, czym jest trauma wojny i ludobójstwa. Ale również dostrzegają, co dzisiaj dzieje się wokół. Tutaj „Ptaki śpiewają w Kigali” brzmią jak ostrzeżenie. Choć przecież o tym Krauzowie opowiadali zawsze: o szacunku dla innego, wrażliwości, przyzwoitości. I tylko Krzysztofa brak, który zawsze ‑ swoim delikatnym, ale i stanowczym tonem ‑ przypominał o najważniejszych wartościach.

—Krzysztof Kwiatkowski, Karlowe Wary

czytaj więcej o Joannie Kos Krauze