AKTUALNOŚCI


Melancholia meblościanek

Bohaterowie hitu „Moje córki krowy”, który w 2015 roku podbił serca publiczności i krytyków, powracają w nowej, zaskakującej odsłonie. W „Zupie nic”  Kinga Dębska zabiera widzów do czasów PRL-u i dzieciństwa Marty i Kasi.

ZUPA NIC reż. Kinga Dębska | Fot. Marcin Makowski/Maku Fly

W gwiazdorskiej obsadzie prequelu „Moje córki krowy” – słodko-gorzkiej opowieści o dojrzewaniu i potrzebie wolności, której fabułę ponownie zainspirowały osobiste doświadczenia autorki, występują: Adam Woronowicz, Kinga Preis, Ewa Wiśniewska, Katarzyna Kwiatkowska, Rafał Rutkowski oraz stawiające pierwsze kroki na dużym ekranie Barbara Papis i Alicja Warchocka. Rodzinne relacje nakreślone z wielką czułością i empatią, doza przekory, porcja terapeutycznego śmiechu i wzruszeń oraz ujmująca „melancholia meblościanek” – wszystko to w filmowej pigułce pozytywnej energii jaką jest „Zupa nic”.

Marta jest romantyczką i szkolną ofiarą losu. Dzieli pokój z siostrą Kasią i babcią (Ewa Wiśniewska), która zamiast bajek opowiada wnuczkom powstańcze historie. W pokoju za ścianą swe małżeńskie życie toczą rodzice, Tadek (Adam Woronowicz) i Elżbieta (Kinga Preis). On jest stale upokarzanym przez system inteligentem, który po pracy pędzi bimber i po cichu zazdrości opływającemu w dobrobyt szwagrowi (Rafał Rutkowski). Ona jest przewodniczącą zakładowej Solidarności z potrzebą wolności i marzeniem, żeby w końcu wyrwać się z Polski. Prawdziwe emocje dla całej rodziny zaczną się jednak wtedy, gdy pod blokiem stanie wymarzony pomarańczowy maluch. Ela i Tadek odkryją powołanie do handlu oraz zagranicznych wojaży, a dorastająca Marta po raz pierwszy w życiu naprawdę się zakocha.

ZUPA NIC reż. Kinga Dębska | Fot. Marcin Makowski/Maku Fly

„Film otwiera cudowna scena uroczystego odśpiewania Mazurka Dąbrowskiego – oczywiście w ciasnym m3 i na cześć piłkarzy Antoniego Piechniczka. – pisze w swojej recenzji  Michał Walkiewicz, redaktor naczelny portalu filmweb.pl – Patos, absurd, rytuał, futbol – Polska w jednym kadrze. Nie da się jednak spojrzeć na ten obrazek inaczej niż z uśmiechem, skoro już kolejny ukazuje PRL jako gigantyczne repozytorium marzeń o lepszym życiu. Bloki nic, ludzie nic, życie nic, Polska nic. No i zupa nic – mleko wybełtane z jajkiem i cukrem wanilinowym, na ekranie symbol Czegoś. PRL miewał w polskim kinie najróżniejsze odcienie, ale chyba nigdy nie był tak słoneczny, jak w nowym filmie Kingi Dębskiej. Rzeczywistość usypana z substytutów wszystkiego, co zachodnie, jest fotogeniczna i przytulna. Zaś rozegrana w niej tragikomedia to bezpretensjonalna opowieść o testowaniu elastyczności familijnych więzi”.

ZUPA NIC reż. Kinga Dębska | Fot. Marcin Makowski/Maku Fly

„Tym filmem chciałabym przypomnieć sobie i widzom, co cieszyło nas, gdy byliśmy dziećmi. Pozwolić sobie na rozrzewnienie nad czasem, gdy całe popołudnie można było przesiedzieć z rówieśnikami na drzewie i trzepaku, a żółta syrenka rodziców ekscytowała bardziej niż dziś najnowszy model Audi. – mówi Kinga Dębska – Mieliśmy bardzo szczególne dzieciństwo, które uformowało nas tak a nie inaczej. Przyjrzyjmy się życiu naszych rodziców i zauważmy, jak wiele z nich jest w nas. Ten film będzie taką właśnie intymną podróżą w świat dzieciństwa – wzruszającą, bardzo zabawną i pełną emocji”.

„I to się udało. – komentuje słowa Dębskiej Rafał Christ w spidersweb.pl – Reżyserka uderza w najprostsze emocje, stroni od morałów, a łyżki dziegciu są w tej beczce miodu wyjątkowo małe. W tym właśnie tkwi największa siła Zupy nic. Nie ma tu ani dosadnych komentarzy społecznych, ani wyrazistych postaci. Mimo to, kiedy na napisach końcowych aktorzy tańczą w rytm piosenki Artura Andrusa i Moniki Borzym, chce się do nich dołączyć. Koniec końców film najlepiej podsumowuje jego tytuł. To takie nic, które nie syci, a co najwyżej daje poczucie sytości, ale pozostawia po sobie słodki posmak.”

w tekście wykorzystano materiały prasowe

„Zupa nic”
reżyseria: kina Dębska
premiera: 27 sierpnia 2021