AKTUALNOŚCI
24/10/2025
Obywatel Franz
Dziś kinowa premiera najnowszego filmu Agnieszki Holland “Franz Kafka”. Najgrodzony Srebrnymi Lwami 50. FPFF w Gdyni tytuł jest także polskim kandydatem do Oscara. Zapraszamy do lektury rozmowy Krzysztofa Kwiatkowskiego z reżyserką.

Idan Weiss jako Franz fot. Marlene Film Production
„Franz Kafka” – długo oczekiwana, międzynarodowa produkcja w reżyserii wielokrotnie nagradzanej Agnieszki Holland („Zielona granica”, „W ciemności”) – to nie tylko portret literackiej ikony XX wieku, która nieprzerwanie inspiruje artystów i fascynuje kolejne pokolenia. To opowieść o wrażliwym człowieku, którego lęki i dylematy mocno rezonują z dzisiejszym młodym pokoleniem. Reżyserka podąża śladami swojego bohatera, budując z najważniejszych momentów jego życia niezwykłą mozaikę.
„Kafkę odkryłam jeszcze w liceum. Wkrótce stał się dla mnie jednym z najważniejszych i najbardziej inspirujących pisarzy. Ze swą potrójną tożsamością, autoironią i totalną wrażliwością, był dla mnie jakby podziwianym bratem, którym trzeba się opiekować, bo mimo siły jest bardzo kruchy” – Agnieszka Holland, reżyserka. Franz Kafka – młody człowiek uwięziony w koszmarze biurokratycznej codzienności, przypominającej dzisiejszą rzeczywistość pracowników wielkich korporacji. Wegetarianin z wyboru – zanim stało się to powszechne. Syn despotycznego ojca uwikłany w kruche relacje z kobietami. Pogrążony w egzystencjalnym kryzysie na długo przed tym, kiedy samotność stała się efektem ubocznym mediów społecznościowych. Niezrozumiany, pełen lęków, uciekał w świat ironii, absurdu i wyobraźni, tworząc dzieła, które uczyniły go jednym z najwybitniejszych pisarzy XX wieku.

Peter Kurth as Hermann Kafka, Daniel Dongres as young Franz Kafka, Sandra Korzeniak as Julia Kafka fot. Marlene Film Production
„Franz Kafka” został premierowo zaprezentowany podczas jubileuszowej 50. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto. Film znalazł się także w oficjalnej selekcji Konkursu Głównego 73. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w San Sebastián. Z 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni wyjechał ze Srebrnymi Lwami, nagroda za główna role męska dla Idana Weissa oraz za zdjęcia dla Tomasza Naumiuka.
Film spotkał się bardzo dobrym przyjęciem krytyki, zarówno w Polsce jak i zagranicą. Film inny niż wszystkie – to odważna biografia, godna samego Kafki– czytamy w Loud and Clear Reviews, z kolei Leslie Felperin, „The Hollywood Reporter” pisze: To film, który jest skondensowaną, abstrakcyjną medytacją nad władzą, prawem, kontrolą i pożądaniem – wykraczającą poza banalne granice realizmu. Polski krytyk niezależny Michał Piepiórka, uważa, że„Franz Kafka” to film Meandryczny i popękany, tajemniczy i nieprzenikniony. Intrygujący i świetnie nakręcony. Kawał reżyserskiej roboty. Łukasz Knap pisze dla„VOGUE”: Agnieszka Holland otwiera obszary, w które rzadko zapuszcza się kino biograficzne. To bodaj najbardziej eksperymentalny film w dorobku reżyserki: wymagający, intensywny i zaskakująco osobisty. Wtóruje mu Marcin Radomski, twórca KINOrozmowy i dziennikarz Czwórki Polskiego Radia: Film Agnieszki Holland porusza, bo pokazuje człowieka takiego jak jego literatura – rozdartego, pełnego lęku i sprzeczności. To film, który nie daje łatwych odpowiedzi, ale otwiera drzwi do ludzkiego wnętrza. Elegancki w swojej estetyce, unikalny w temacie.

Idan Weiss as Franz Kafka, Jenovefa Bokova as Milena Jesenska fot. Marlene Film Production
Obywatel Franz – z Agnieszką Holland rozmawia Krzysztof Kwiatkowski
Dlaczego Franz Kafka może być dla nas, w XXI wieku, ważny?
Kilka już razy sięgaliśmy po jego twórczość „za późno”. Niektórzy odnaleźli w niej mroczne, spełnione proroctwo po drugiej wojnie światowej. Inni z poślizgiem utożsamili się z wpisanym w teksty Kafki poczuciem alienacji. Dzisiaj ignorujemy jego ostrzeżenie przed kapitalistycznym, ponowoczesnym światem i mało kto zna jego z ducha lemowskie rozważania nad technologią i jej rozwojem. Interesował mnie człowiek, który potrafił wyrazić niepokoje różnych czasów, ale żadna z epok nie chciała wystarczająco uważnie wsłuchać się w jego słowa.
Dlatego ucieka pani w filmie od linearnej opowieści?
Kafka był dla mnie istotny, od kiedy miałam 14 lat. Przejmowało mnie, jak łączył w sobie kruchość i siłę. Wrażliwość nie odbierała mu odwagi, aby wbrew wszystkiemu wokół i wbrew samemu sobie pisać własną prawdę. Z moim współscenarzystą Markiem Epsteinem postanowiliśmy, że nie możemy go skrzywdzić klasycznym filmem biograficznym, od urodzin do śmierci, pełnym psychologizacji i dramatyzacji losów bohatera. Jeśli ktoś zajmuje się Kafką, nie może bać się ryzyka. Postawiłam na fragmentaryczną, mozaikową formę. Punkt odniesienia znalazłam w matematyce kwantowej, która proponuje własne rozumienie czasu i przestrzeni. Zrezygnowałam z puryzmu historycznego, świadomie zachowując anachronizmy w scenografii czy kostiumach. A najbardziej interesował mnie współczesny odbiór Kafki. Łatwo postawić pisarza i człowieka na cokole. Trudniej spróbować go naprawdę zrozumieć.

Premiera filmu Franz Kafka fot. Kino Świat
Na ekranie nieustannie przenosi pani widzów z czasów Kafki do dzisiejszej Pragi – zamożnej, pełnej turystów europejskiej stolicy. Myśli pan, że obecnie to miasto tak chętnie przytuliłoby wiecznie poszukującego człowieka dźwigającego poczucie obcości?
Franz zostawił po sobie pełne przejmujących introspekcji listy i dzienniki. Miał wiele tożsamości, ale żadna w nim nie zwyciężała. Nie dało się go łatwo opisać, przyporządkować do grupy. Boleśnie odczuwał rzeczywistość. Dla systemu to zawsze element niebezpieczny. Nie wpisywał się w pozornie ułożoną monarchię austrowęgierską, próbowała o nim zapomnieć Czechosłowacja. W kapitalizmie zaś Praga uczyniła z niego biznesowe złoto. W sklepikach pamiątkarskich królują breloczki z Kafką i krecikiem. Wojak Szwejk wrócił do okopów. Nie sprzedawał się.
Jednak ta popkulturalna fascynacja nie bierze się znikąd. Przecież nawet w filmie pokazuje pani muzeum pisarza i tomy poświęcone jego twórczości.
Oczywiście, istnieje mnóstwo biografii, opracowań, streszczeń. Podobnie jak przemysł pamiątkowy i muzealniczy, grube tomy analiz zaczynają przytłaczać tego biednego, wątłego Kafkę. W filmie chciałam wygrzebać spod papierów autora, który prosił, aby przeżywać, a nie interpretować jego utwory. Omówienia zawsze wydawały mu się nieadekwatne. Podobnie, sprzeciwiał się wizualnym przedstawieniom jego prozy. Kiedy znane wydawnictwo z Berlina publikowało „Przemianę”, błagał, aby na okładce nie znalazł się karaluch. Ten insekt miał być w nas, uwewnętrzniony i nie przybierać realnych kształtów. W pewnym momencie Franz zapragnął nawet, aby jego proza została zniszczona. Wciąż nie do końca rozumiemy, co nim kierowało i na ile był zdeterminowany. Jedyny świadek Max Brod, bez którego zresztą świat by nie poznał Kafki, w pewnym momencie zaczął konfabulować na temat swojego przyjaciela.

Idan Weiss as Franz Kafka fot. Marlene Film Production
Interesują panią także zaburzenia psychiczne artysty.
Dzisiaj powiedzielibyśmy, że Kafka był neuronienormatywny. Odciskało to piętno na jego relacjach ze światem i ludźmi i na odbiorze rzeczywistości. Na trudnościach w budowaniu bliskości, której równie mocno pragnął, co bał się. Otoczenie często atakuje osoby, których nie rozumie. Sam Franz przedstawiał swoją chorobę jako ucieczkę. Powtarzał: „Moja głowa za moimi plecami dogadała się z moimi płucami”. Znów wyprzedzał swoją epokę w myśleniu o relacjach zdrowia psychicznego i somatycznego.
Długo szukała pani ekranowego Franza?
Miałam mnóstwo szczęścia. Nasi koproducenci z Niemiec zatrudnili wspaniałą reżyserkę obsady – Simonę Baer. Na castingu spotkałam kilku bardzo ciekawych aktorów i jednego Franza Kafkę. Idan Weiss nie tylko przypomina go fizycznie, ale niesie też głębokie wyczucie psychiki Franza. Do tego ma żydowskie pochodzenie, co również odgrywa pewną rolę. No, mówię, jest tym Kafką.
Chyba nie mniejszej otwartości na nieszablonowe rozwiązania wymagała pani także od innych członków ekipy?
Z moim doświadczeniem wiem, z kim potrafię pracować. Bez cienia wątpliwości zwróciłam się do Tomasza Naumiuka. On ma olbrzymi talent operatorski, wiedzę i wyobraźnię. Ale jest również otwartym, wspierającym człowiekiem, w którym niezrozumienie budzi ciekawość i tolerancję, a nie odrzucenie. Antoni i Mary KomasaŁazarkiewicz? Wiadomo. A do pracy nad muzyką włączyliśmy także zespół Trupa Trupa. Śledzę od lat ich pełną dojmującego smutku i mroku muzykę. Czytam też Grześka Kwiatkowskiego jako poetę. Jest prawdziwym intelektualistą i kafkologiem. Wszyscy po kolei wnosili do tej opowieści własny kolor.

Agnieszka Holland na premierze filmu “Franz Kafka” fot. Kino Świat
Kręciła pani w Czechach, gdzie lata temu skończyła pani szkołę filmową. Jest tam pani inną reżyserką?
Na pewno spokojniejszą. Ekipy filmowe mają tam w sobie więcej pogodnej harmonii. Łączą dwie cechy, które lubię: amerykańską organizację ze słowiańską swobodą. Skuteczny podział obowiązków sprawia, że produkcja działa jak dobrze naoliwiony zegarek. Ale kiedy w środku dnia przyjdzie mi do głowy zmienić koncepcję i nakręcić inną scenę niż była w planie – to jest dla nich okej. Nikt się nie siłuje, nie tłoczy, nie przepycha. Nie gloryfikuję Czechów. Pozostają bezsilni wobec wielu sytuacji, z którymi Polacy sobie radzą. Ale umieją uczynić swoje codzienne życie sympatyczniejszym i mniej przeżartym przez agresję.
Nie pojawiła się propozycja, aby nakręcić Franza po angielsku?
Byłaby to zbyteczna próba komercjalizacji projektu. Poza tym czasy się zmieniły. Jako twórcy czasem narzekamy na platformy. Ale to one przyzwyczaiły ludzi na świecie do oglądania produkcji w językach niemieckim, francuskim, hiszpańskim, polskim, koreańskim. Sposób mówienia staje się ważnym elementem postaci. Wielość języków, które rozbrzmiewają na ulicy czeskiej Pragi jest świadectwem czasów. Już nie odważyłabym się zrobić „Całkowitego zaćmienia” po angielsku.
Pani chyba ogólnie coraz bardziej otwiera się w sztuce na eksperyment?
Zawsze wierzyłam w coś takiego, jak kino środka. W fabuły na złożone tematy zrealizowane tak, aby docierały do możliwie szerokiego widza. Tęskniłam za tym rodzajem produkcji, kiedy znikał w latach osiemdziesiątych i niemal wyparował z lat dziewięćdziesiątych. Ale po drodze rozwinęła się jakościowa telewizja, pojawiło się kilka przełomowych seriali, platformy. Pejzaż historii, które sobie opowiadamy stał się znacznie bogatszy, a kino może szukać siebie na nowo.
Może to także reakcja na trudne czasy?
Na pewno. Na co dzień populistyczni politycy sprowadzają współczesność do manichejskich podziałów, w których całe grupy ludzi i zjawisk naznacza się jak śmiecie do wyplenienia. Naszej nowoczesności nie daje się jednak uchwycić za pomocą schematów. Dzisiaj dystopia stała się jednym z najpopularniejszych literackich i filmowych gatunków. Usprawiedliwia ona i cementuje nasze lęki. Tymczasem Kafka w swoich książkach tworzył taką matrycę rzeczywistości, abyśmy mogli się z nimi skonfrontować. Ale znów: to o wiele trudniejsze.

Idan Weiss as Franz Kafka, Carol Schuler as Felice Bauer, Sebastian Schwarz as Max Brod fot. Marlene Film Production
Pani woli szukać korzeni naszych problemów w przeszłości?
Ważne są dla mnie epoki, w których znajduję analogie do XXI wieku. Czasy wiktoriańskie, upadek monarchii austrowęgierskiej, druga wojna światowa w Polsce, Zagłada. Bez zrozumienia mechanizmów tych okresów, nie ustrzeżemy się przed ich niebezpieczeństwami. Zdarza się, że musimy wręcz raz jeszcze zadać sobie podobne pytania, co dawniej – choćby w kontekście Unii Europejskiej. Czy jest wartością sprawnie zorganizowany ponadpaństwowy organizm, który daje mieszkańcom dużą wolność? A może egoizm narodowy i próba wykrzyczenia swojej partykularnej tożsamości? W tym kontekście też ciekawy okazuje się Kafka. Obserwował swoją żydowskość jak ornitolog ptaki. Z trudem wpisywał się w czeskie czy niemieckie społeczności. Ta niechęć do sztywnej tożsamości również czyni go niebywale współczesnym intelektualistą.
Pamiętam, jak podkreślała pani znaczenie różnorodności jako prezydentka Europejskiej Akademii Filmowej.
Negacja złożoności jest nie tylko infantylna, ale i groźna. Takie zaprzeczenie musi prowadzić do prześladowań, a one z kolei prowadzą do zbrodni. Dzisiaj ludzie odwracają się od Europy. Często ona nas zawodzi, nie potrafi porwać swoją narracją, pozostaje opieszała w polityce, w nauce, w technologii. Naszymi głównymi cechami stały się wygoda i lenistwo. Dlatego tak łatwo straszy się nas imigrantami. W imię komfortu odrzucamy wartości, co może doprowadzić do jednego: utraty zarówno wartości, jak i komfortu.
Takimi filmami jak „Franz Kafka” staje pani w obronie wartości?
Przede wszystkim w obronie człowieka: jego istnienia, podmiotowości, praw. I występuję przeciw bierności i obojętności. Bo czasem, aby doszło do najstraszniejszych tragedii, wystarczy na chwilę odwrócić wzrok
–Opublikowany materiał został przygotowany przez dystrybutora film – Kino Świat