AKTUALNOŚCI
20/02/2026
Stan wojenny jako doświadczenie dezorientacji
20 lutego 2026 roku na ekrany polskich kin wszedł film „Zima pod znakiem Wrony” w reżyserii Kasi Adamik – hipnotyzujący, gęsty od znaczeń thriller, który zamienia dobrze znaną historię w doświadczenie niemal senne i niepokojąco aktualne.
Akcja filmu rozpoczyna się w Warszawie w grudniu 1981 roku, tuż po wprowadzeniu stanu wojennego. Joan Andrews (Lesley Manville), ceniona brytyjska profesor psychiatrii, przyjeżdża do Polski na międzynarodowy kongres, nieświadoma nadciągającego dramatu. Zamiast akademickiej nudy trafia w sam środek politycznego chaosu – odcięta od świata, pozbawiona możliwości komunikacji, zmuszona funkcjonować w rzeczywistości, której nie rozumie.

Zima pod znakiem Wrony | reż. Kasia Adamik
Początkowo korzystając z opieki młodej doktorantki Aliny (Zofia Wichłacz), Joan próbuje odnaleźć się w obcym mieście. Szybko jednak sytuacja wymyka się spod kontroli. Po nagłym wprowadzeniu stanu wojennego bohaterka zostaje uwięziona w Warszawie, która zamienia się w labirynt – pusty, zimny, patrolowany przez wojsko. Gdy staje się świadkiem zabójstwa młodego opozycjonisty, a przypadkowo wykonane zdjęcie czyni z niej cel dla służb, zaczyna się gra o przetrwanie.
Wraz z Aliną i jej wujem Henrykiem (Andrzej Konopka), związanym z opozycją mechanikiem, Joan próbuje przedostać się do ambasady brytyjskiej i przekazać dowody zbrodni. W tej drodze towarzyszy jej Jan (Miron Jagniewski), partner Aliny – zdystansowany, skoncentrowany na własnej karierze matematyk, który staje się kontrapunktem dla jej rosnącego zaangażowania. Każdy krok pogłębia jednak paranoję: bohaterka zaczyna wątpić w to, co widzi, a rzeczywistość coraz bardziej przypomina sen na granicy koszmaru.

Zima pod znakiem Wrony | reż. Kasia Adamik
Adamik świadomie unika klasycznej rekonstrukcji historycznej. „Myśmy wręcz odchodzili od realizmu: próbowaliśmy jakby impresyjnie odtworzyć tamten czas, tamten świat. Nie skupialiśmy się na tym, żeby to było jeden do jeden uchwycenie historycznego momentu. Pozwalamy sobie na pewną wolność, jeśli chodzi o fakty, o scenografię czy nawet narrację” – tłumaczy reżyserka. I rzeczywiście, jej film nie tyle opowiada o stanie wojennym, ile rekonstruuje doświadczenie dezorientacji.

Zima pod znakiem Wrony | reż. Kasia Adamik
To doświadczenie ma źródło osobiste. „Przeczytałam nowelę Olgi Tokarczuk lata przed tym, nim w ogóle miałam pomysł, żeby do niej sięgnąć filmowo. Ale pozostała ze mną. Miałam wrażenie, że ona opisała coś, co miałam w głowie: wspomnienia z dzieciństwa z tamtych lat” – mówi Adamik. Wspomnienia te są fragmentaryczne, przefiltrowane przez dziecięcą percepcję: „Pamiętam tamten czas, mówimy o stanie wojennym, jak przez mgłę, oczami dziecka: wszystko oczywiście wyolbrzymione, przejaskrawione”.
Kluczowy w filmie Adamik jest motyw zagubienia – zarówno dosłownego, jak i egzystencjalnego. „Zawsze się w tych snach gubiłam, nie mogłam znaleźć adresu, wrócić do domu” – przyznaje reżyserka, opisując powracające wizje ursynowskich blokowisk. Ten labirynt staje się osią filmu. Warszawa nie jest tu miastem, lecz stanem umysłu.
Dlatego narracja prowadzona jest radykalnie subiektywnie. „Opowiadamy ten film bardzo subiektywnie, z jej perspektywy. Nie tłumaczymy też backgroundu ani politycznego mechanizmu, który doprowadził do tego, co się dzieje. To jest bardzo osobista, surrealistyczna przygoda jednego człowieka” – podkreśla Adamik. Joan Andrews widzi tylko fragment rzeczywistości, a widz zostaje zamknięty w tej samej poznawczej pułapce.

Zima pod znakiem Wrony | reż. Kasia Adamik
Ten zabieg przekłada się na formę – balansującą między realizmem a oniryzmem. „To jest sensualna przygoda: bardziej jak można sobie wyobrazić tamte dni, niż film faktograficzny” – mówi reżyserka. I faktycznie, obraz Tomasza Naumiuka operuje szarością, pustką i światłem, które zdaje się raczej znikać niż oświetlać przestrzeń.
Krytycy dostrzegli w tym podejściu świeżość. Adam Siennica pisał w tekście dla NaEkranie.pl, że „kluczowy jest tu dystans, który wpływa na świeżość filmu”, a perspektywa zagubionej cudzoziemki sprawia, że „wszystko, co w tego typu fabułach wydawało się oczywiste, tutaj nabiera głębszego znaczenia”. Film – jego zdaniem – „szybko staje się fascynującym doświadczeniem”.
Siennica zwraca też uwagę na szczególny klimat filmu: „W tym wszystkim czuję postapokaliptyczny klimat, którego się nie spodziewałem”. Obrazy pustych ulic, czołgów między blokami i krążących wron budują wizję świata na granicy rozpadu. To już nie rekonstrukcja PRL-u, lecz jego metafizyczne echo.

Zima pod znakiem Wrony | reż. Kasia Adamik
Podobnie odbiera film Kuba Armata w artykule dla Interii. Krytyk podkreśla, że „perspektywa, jaką przyjęła Kasia Adamik, czyli spojrzenie na naszą historię oczami obcokrajowca, jest odświeżająca”, a sam film wychodzi poza lokalny kontekst, stając się opowieścią „nie tylko o Polsce za czasów komuny, ale w ogóle o totalitaryzmie i związanym z nim niebezpieczeństwach”.
Międzynarodowa recepcja potwierdza tę diagnozę. Amber Wilkinson w tekście dla „Screen International” zauważa, że „Adamik tworzy oszczędny w formie neo-noir, pozbawiony zbędnych ozdobników”, a siła filmu tkwi w precyzyjnie budowanym nastroju. Davide Abbatescianni w „Cineuropa” pisze o Warszawie jako mieście „niemal pozbawionym światła dziennego”, podczas gdy Benjamin Lee w „The Guardian” podkreśla, że Lesley Manville tworzy „przekonującą bohaterkę w solidnej, momentami trzymającej w napięciu opowieści”.

Zima pod znakiem Wrony | reż. Kasia Adamik
I rzeczywiście – to właśnie Manville spaja tę historię. Jej Joan nie jest klasyczną bohaterką thrillera, lecz kimś, kto próbuje zrozumieć świat, który nagle przestał podlegać jakiejkolwiek logice. To napięcie – między racjonalnością a absurdem – stanowi rdzeń filmu.
„Zima pod znakiem Wrony” nie próbuje wyjaśniać historii. Próbuje ją przeżyć – tak, jak przeżywa się sen, w którym wszystko jest jednocześnie przesadnie wyraźne i niepojęte. I właśnie w tej sprzeczności tkwi jego siła.
„Zima pod znakiem Wrony”
reż. Kasia Adamik
premiera: 20 lutego 2026